poranki.

poranki.
poranki są puchatkowe. budzę się z pierwszymi promieniamy słońca, a tuż obok wyleguje się Gabryś oraz Mat. patrzę na ich twarze pozłacane przechodzącym światłem kwiecistych zasłonek. G trochę pomruczy, bo to taki kotek-puchatek od urodzenia. M przez sen jeszcze ciut się uśmiecha unosząc delikatnie w górę kąciki ust. i nie myślę co będzie za chwilę. bo co ze szczęścia pozostanie jak nas zabraknie? może dziś, może jutro czy za miesiąc? co będzie jak M po przebudzeniu nie powie ‘dzień dobry’, a G swoimi niebieskimi oczkami się nie uśmiechnie? gdzie będziemy jeść śniadanie, jak nie w naszych turkusowych czterech ścianach? wtedy bym ich więcej nie tuliła? nie całowała? nie chodzilibyśmy na leśne spacery i czy nie zrywalibyśmy polnych kwiatów? gdzie wtedy będziemy?
a tak jestem tu, ciągle obok. przy mych puchatkach. i nie chcę myśleć o tym co będzie za chwilę. przy nich czuję się bezpiecznie.

 



6 thoughts on “poranki.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *