trzynastego.

trzynastego.

przyszła. dość szybko i po cichu. otuliła ciepłem zielonej herbaty, upiekła placek ze śliwkami i schowała w kieszeń garść kasztanów. przytula jakoś bardziej do snu i poranki ozdabia w mgłę, i rosę. światło księżyca szybciej zapala i przysłania niebo w kamyki złote. zadomowiła się, przy kominku lubi siedzieć, wpatrywać się w blaski na śnieżnym suficie. dotyka światłem na rumieńcach, przypomina, że żyję, że jestem. jestem, choć chciałam umrzeć. jestem, oddycham i czuję zapach liści, chodzę i słucham jak szumią, szemrzą i wirują w koło. wtedy, tego trzynastego października, kiedy dzień wydawał się zwykłym dniem, wróciłam i w czarnej sukience, skulona w kłębek zasnęłam. szpitalne ściany były brzoskwiniowe, a ja sama zasypiałam na miętowej poduszce. i byłaś wtedy. za oknem, w złotym drzewie, gołębiach i ścieżce przy lesie, prowadzącej do szkoły. i wiele mi dałaś, dałaś mi tu. i teraz. to co mam, ten czas i tych ludzi. dałaś mi szczęście, a Ktoś ciebie mi dał. i mogę cię tulić każdego dnia. bo jesień, jesień jest tuż obok mnie.

 

IMG_1701

jesienna gruszka: www.wolnymczasem.pl



20 thoughts on “trzynastego.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *